Wciąż jeszcze wiele osób ma wątpliwości co do zasadności „uwalniania” dzieci od szkolnego rygoru. Panuje powszechne przekonanie, że dziecko nie zmuszane do nauki uczyć się nie będzie. Poniżej staramy się odpowiedzieć na większość zadawanych przez Was pytań i odnieść się do pojawiających się wątpliwości. Miłej lektury 🙂
Co wyróżnia Jaskółkę spośród innych szkół?

Znakomita większość z nas miała okazję uczyć się w szkołach, w których rzadko – jeśli w ogóle – pytano nas o zdanie. Uczyliśmy się tam sztuki przetrwania, cwaniactwa i rywalizacji. Asertywności, pewności siebie, kompetencji społecznych uczymy się później – poprzez uczestnictwo w warsztatach, a nierzadko też podczas terapii. Dopiero bowiem jako dorośli zauważamy, że te właśnie umiejętności to podstawa zdrowego funkcjonowania w społeczeństwie, a gdzieś po drodze, nie wiadomo dlaczego, dla wszystkich ważniejsze były oceny na świadectwach oraz dojście do wyniku równania „4,75” tą jedyną, właściwą metodą.

 

Dzieci wychowywane z poszanowaniem własnych wyborów i decyzji nabywają kompetencji miękkich od najmłodszych lat. Uczą się też, że każdy ich wybór i decyzja niosą za sobą konsekwencje. Tak jest u nas – można np. nie uczestniczyć w zajęciach, ale trzeba liczyć się z egzaminem klasyfikacyjnym bądź brakiem promocji do wyższej klasy.

 

Szanujemy się nawzajem i słuchamy tego, co każdy z nas ma do powiedzenia. Z taką samą uważnością traktujemy sześciolatka jak jego sporo starszego nauczyciela czy dyrektora szkoły. Tworzymy wspólnotę, małą społeczność – tu każdy ma realny wpływ na życie szkoły, w tym na zmianę niektórych spośród panujących w niej zasad. Wiemy, że dzieci, które mają wpływ na tworzenie reguł, później chętniej ich przestrzegają.

 

Więcej o założeniach naszej szkoły przeczytasz tutaj.

Czy Jaskółka to szkoła demokratyczna?

Pomimo tego, że każdy z członków naszej społeczności może mieć wpływ na kształt szkolnej rzeczywistości, nie nazywamy Jaskółki szkołą demokratyczną i nie myślimy o niej w ten sposób. Jaskółka opiera się na autorskim programie, który wyznacza ramy naszych działań i jest w miarę potrzeb modyfikowany przez jego autorów – w odpowiedzi na pojawiające się wyzwania i nowe, nieodkryte wcześniej możliwości.

 

Jesteśmy szkołą przyjazną dziecku, otwartą, z własnym pomysłem na organizację szkolnego życia oraz szacunkiem i gotowością na wysłuchanie drugiego człowieka, niezależnie od jego wieku; w tym sensie zdecydowanie jesteśmy demokratyczni.

Jakie są różnice między Jaskółką a tradycyjną szkołą?

Nauka to świetna sprawa – chcemy aby dzieciom chciało się uczyć. Nigdy później ciekawość świata i pęd do nauki nie są tak rozwinięte, jak u dzieci. Dziecko, które jest czymś zainteresowane, potrafi zrobić wiele, aby rozgryźć problem od A do Z, oczywiście na poziomie, jaki jest mu potrzebny. I tu właśnie kolejna różnica między szkołą tradycyjną a Jaskółką – w tej pierwszej o tym, jaki poziom jest adekwatny w danej chwili decydują urzędnicy, w drugiej – dzieci: często zdarza się, że dziecko ma większe potrzeby w danej dziedzinie, niż program szkolny przewiduje. W szkole tradycyjnej w tym momencie jest dzwonek. U nas – sześciolatek może brać udział w zajęciach dotyczących fizyki kwantowej, ze znacznie starszymi kolegami.

 

Każde dziecko ma swojego tutora – opiekuna, którego wybiera sobie samo. To relacja oparta na zaufaniu, a zadaniem tutora najogólniej jest pomoc dziecku w planowaniu oraz realizacji własnej ścieżki rozwoju, krok po kroku.

No dobrze, a kto decyduje o tym, czego dokładnie uczą się dzieci?

To zależy, z której strony spojrzeć. To dorośli oferują zajęcia różnego rodzaju, sami tworzą autorskie programy nauczania, lub korzystają z gotowych, ciekawych propozycji (tak, takie też są!), planują projekty. Dzieci natomiast decydują, czy chcą z danej oferty skorzystać. My możemy je inspirować, tworzyć warunki, sprzyjające środowisko, rozbudzać ciekawość, ale decyzja należy zawsze do dziecka. Dziecięce propozycje zajęć i zgłaszane przez dzieci potrzeby są również traktowane bardzo poważnie.

A co, jeśli dziecko nie chce się uczyć?

Z ogromną dozą pewności możemy stwierdzić, że nie ma takich dzieci. Dziecko może nie chcieć uczyć się akurat wtedy, kiedy my chcielibyśmy, aby się uczyło, bądź tego, czego w danej chwili ktoś od niego wymaga – ale nie ma dzieci, które nie chcą się uczyć w ogóle. Nauka jest wszędzie – nawet, gdy wydaje się nam, że dzieci tylko układają klocki, to tak naprawdę one przecież tworzą, liczą, konstruują, budują strategie działania, planują, organizują przestrzeń, projektują, współpracują, komunikują swoje potrzeby, otrzymują komunikaty zwrotne.

 

Pamiętajmy też, że znajomość faktów to nie mądrość, ale tylko znajomość faktów. Fakty dziś atakują nas ze wszystkich stron, a umiejętność selekcji wartościowych informacji jest znacznie rzadsza, niż umiejętność ich wyszukiwania. Nas najbardziej interesują szeroko rozumiane kompetencje osobowościowe i społeczne. Ważna jest radość z nauki, umiejętność odnajdywania i rozwijania pasji, wiara we własne możliwości oraz umiejętność nawiązywania i utrzymywania dobrych relacji z otoczeniem.

Co to znaczy, że w szkole nie ma ocen? To skąd dzieci wiedzą, czy robią dobrze?

Oceny cyfrowe w żaden sposób nie pomagają, nie motywują, a wręcz przeciwnie – szkodzą. Dzieci porównują się, zaczynają rywalizować o to, kto ma lepsza ocenę, a tym samym nie uczą się dla siebie, z potrzeby wiedzy, tylko dla samych ocen, dla nauczycieli, dla rodziców. Oceny nie mają właściwie żadnego przełożenia na dziecięcą wiedzę, kompetencje czy umiejętności. Bo dlaczego Jaś dostaje jedynkę kiedy, zamiast niebieskiego, narysował różowo – zielone niebo? Może miał możliwość podziwiać zorzę polarną? Dlaczego mała literka „s” z zawijasem jest wyżej oceniana od pieczołowicie napisanej literki „s” bez niego?

 

W Jaskółce z dziećmi po prostu rozmawiamy. Dużo rozmawiamy. A zamiast ocen mamy opisy – co pół roku rodzice dostają pisemną informację o tym, co działo się przez ten czas z dzieckiem, co lubi, czego się boi, jak zmieniały się jego zainteresowania, mocne strony i obszary wymagające wsparcia. Co pół roku dzieci przeprowadzają również samoocenę, co pozwala na odrobinę refleksji nad sobą samym. Przez cały czas też jesteśmy w kontakcie z rodzicami, więc wymiana informacji odbywa się na bieżąco.

A podstawa programowa? Jest obowiązkowa, prawda?

Tak. Nie jest jednak taka straszna, jak ją malują – gorzej jest z programami nauczania, tworzonymi na jej podstawie. Na szczęście nie musimy (choć możemy, na rynku są również świetne propozycje) się nimi posiłkować: każdy nauczyciel może stworzyć własny, autorski program.

To jak – jest ta wolność wyboru, czy jej nie ma?

Podejmowania decyzji i dokonywania wyborów nie da się nauczyć czytając o tym w książkach – trzeba je samemu podejmować i ponosić ich konsekwencje. Zaufajmy dzieciom, one naprawdę bardzo szybko uczą się samodzielności i zarządzania sobą, jeśli mają taką szansę. Jeśli mają swobodę w zakresie dokonywania wyborów, od tych najbardziej błahych, przez poważniejsze, do kluczowych, to z ich konsekwencji, z którymi przychodzi im się zmierzyć, wyciągają naprawdę bardzo rozsądne wnioski. Jest to natomiast często bardzo trudne dla rodziców, ponieważ nie zawsze wnioski dzieci są zbieżne z rodzicielskimi oczekiwaniami.

A czy Jaskółka wystawia normalne świadectwa szkolne?

Tak – co roku, według tradycyjnego systemu.

Jak radzicie sobie z trudną młodzieżą?

Tak zwane dzieci „trudne” otrzymują u nas szansę na nowy start bez etykiet i obciążeń, co najczęściej szybko ma realne przełożenie na zmianę postrzegania siebie samych oraz podejścia do otoczenia. Otrzymują też, oprócz wsparcia całego zespołu, wsparcie psychologa i pedagoga.

A przemoc, agresja?

Nie ma szkół, w których nie ma agresji – są tylko szkoły, które o tym nie mówią. W Jaskółce w przypadku konfliktów nie etykietujemy ani nie stawiamy dzieci w rolach ofiar i katów – zamiast tego staramy się pomóc im zrozumieć, co zaszło. Częstą praktyką jest poruszanie sprawy na spotkaniu Samorządu (całej społeczności szkolnej), ale – co ważne – i tutaj nie chodzi o napiętnowanie i ukaranie winnych, a o rozmowę na temat zaistniałej sytuacji. Zdarza się natomiast wyznaczenie przez społeczność zadośćuczynienia przez sprawcę na rzecz pokrzywdzonego lub szkoły. Zawsze jednak chodzi o dobro dziecka – niezależnie od tego, czy jest sprawcą, czy ofiarą zamieszania, i zawsze rozmawia się o czynie, nie o osobie, która go popełniła.

 

Jeżeli jednak jakieś dziecko przez dłuższy czas, mimo prób pomocy, rozmów i wszelkiego wsparcia z naszej strony wciąż jest agresywne bądź używa przemocy w stosunku do innych – rozstajemy się.

Czego wymagacie od kadry?

Przede wszystkim szukamy ludzi ciekawych i otwartych – na poglądy, idee, potrzeby, własny rozwój, kontakt z drugim człowiekiem; ludzi mądrych i wrażliwych, gotowych do popełniania błędów, przyznawania się do nich i uczenia się na nich. Ludzi potrafiących budować autentyczne relacje z drugim człowiekiem, ciepłych, świadomych własnych dążeń i celów, mających pasje.

 

Kluczowe są kompetencje społeczne – mamy miejsce zarówno dla osobowości barwnych, charyzmatycznych i szalonych, jak i dla wyciszonych, stonowanych, spokojnych. Od wszystkich oczekujemy zrozumienia procesów zachodzących w grupie, rozeznania w psychologii rozwojowej dziecka, dojrzałości emocjonalnej, ciekawości świata, cierpliwości i wielu innych cech, dzięki którym osoba ta będzie czuła się u nas dobrze, a my będziemy się cieszyć, że jest z nami.

 

Nauczyciel nie jest u nas nadzorcą. Jest raczej obserwatorem, przewodnikiem, opiekunem, doradcą, współpracownikiem, po prostu członkiem społeczności szkolnej.

Czy przyjmujecie wszystkie dzieci w wieku szkolnym, czy stosujecie jakieś kryteria?

Jaskółka jest miejscem dla każdego dziecka, niezależnie od narodowości, wyznania, czy obszaru kulturowego. Przyjmujemy dzieci jednak dopiero po rozmowach z rodzicami i dzieckiem – kiedy wszyscy już jesteśmy pewni, że patrzymy w tym samym kierunku i zależy nam na tych samych wartościach.

No właśnie - jak rodzice odnajdują się w takiej niestandardowej szkole?

Wśród społeczności szkół alternatywnych popularne jest powiedzenie, że szkoły te są dla każdego dziecka, ale nie dla każdego rodzica. Jest w tym sporo prawdy, bo zazwyczaj to rodzice mają największy problem z zaufaniem dziecięcej intuicji i mądrości oraz z odpuszczeniem kontroli.

 

Rezygnacje zdarzają się wtedy, kiedy rodzicom początkowo wydaje się, że taka szkoła to super sprawa, sami by przecież do takiej poszli, ale po dwóch miesiącach okazuje się, że wolność wolnością, ale przecież są rzeczy, których dzieci MUSZĄ się już nauczyć.

 

Właściwie trudno im się dziwić – nie znają innego modelu, sami chodzili do szkół, w których ktoś inny wybierał za nich, czego powinni się uczyć. Nie jest łatwo przeprogramować się na rodzica ucznia szkoły innej niż tradycyjna, ale gorąco Was do tego namawiamy – warto.

Rozumiem. Jak mogę zapisać do Was dziecko?

Zasady rekrutacji dostępne są tutaj.